Bez kategorii

jesienna zaduma

W górach czuć już jesień. Łąki nie śpiewają już świerszczami. Unoszą się mgły wilgocią parującą ze ściółki i liści drzew.
W schroniskach nie czerpie się już wody do bidonów i nie ma pieczątki, którą możesz wbić do książeczki.
Kolejny, potencjalny koniec świata wypada w dzień, w którym kończą się moje wakacje. Cieszę się, bo to oznacza, że będę miała wakacje do końca świata.
I choć dopiero co wróciłam, to już tęsknię za szlakiem, za ostrym, mroźnym powietrzem, krwią pulsującą w skroniach, za prawdziwą jesienią w górach. Za spokojem i jasnością, które wypełniały mój plecak.
Chcę jeszcze tej jesieni wejść na Odrodzenie i spędzić tam noc. Nie dlatego, że to jakiś wielki wyczyn. Po prostu pięknie tam.
 
We mnie też czuć już jesień. Pojesienniało mi w głowie i – o paradoksie – pojaśniało jednocześnie.
Kilka prostych, mądrych słów przy ogniu. Drobne gesty, jak przesunięcie palcem po wierzchu dłoni. Prawdziwi przyjaciele są prawdziwi.
Obrażam się trochę i chwilowo na Internet. Zamykam w skorupce, przez którą przedostać mogą się tylko ci najważniesi. Dobrze mi w swoim małym, zamkniętym świecie.
Zwłaszcza jesiennym.

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *